Z łóżka zwlekłam się o 8, pobudzona kąpielą w zimnej wodzie namówiła Lubego by również wstał. No i pojechali do kina - na seans o 9 rano w niedzielę :)
na to KLIK
Warto było :) Poczułam się jak takie małe dziecko bez stresów i problemów... cudne uczucie, choć szybko znika.
A teraz czas uczyć się, jutro znów niemiecki - ehhhh nie chce mi się bardzo, no ale zapłaciłam - i to jak na moje zarobki całkiem sporo. Do biura nie zajrzę zapewne, choć zbiera mi się, oj zbiera pracy. Niedługo będę jej miała jeszcze więcej - a co jak mnie w końcu wyrzucą? Chyba sama powoli do tego dążę. Tylko, że mi powoli brak motywacji, cokolwiek zrobię to źle. Sprawdza się moje pisma albo trzykrotnie, albo słyszę, że ma się do mnie zaufanie - zależy jaki dzień ma prezes. O tyle dobrze, że umowa o dzieło nie może mnie zmusić do siedzenie 8 godzin dziennie w biurze. Jeszcze trochę, to znaczy min. rok i odejdę, pozałatwiam wszystkie swoje sprawy i wyfrunę. A teraz na spokojnie coś na pół etatu, dalsze szkolenie języków, dokończę swe szkolenia i za rok moje CV będzie bardzo interesujące.
ale tym staram się zrelaksować KLIK
Jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do niemieckiego, a teraz żałuję... więc trzymam kciuki, żeby Ci poszło lepiej;-)
OdpowiedzUsuńFajnie, że myślisz przyszłościowo o swoim cv. Właśnie się zorientowałam, ż epowinnam nieco przebudować swoje;-)
pS. http://myplaceintheweb.blogspot.com/
BYlam na Kubusiu z Hani i moimi dziewczynami :)
OdpowiedzUsuńMi niemiecki tak dosc dobrze do glowy wchodzi, ale nie cierpie siedziec przy ksiazkach i ryc tych slowek.
OdpowiedzUsuńDziekuje za namiary na twego bloga, juz dodalam do swoich linkow!
Pozdrawiam!